To już było, nudne, słyszałem to… jak czytam takie komentarze fanów metalu, to 70% wypowiedzi świadczy o tym, jakoby słyszeli już chyba wszystko i znają się na tym jak nikt. Czy słusznie ? Czy w metalu nie można dzisiaj wymyślić już nic oryginalnego?

Sam jako muzyk i fan muzyki słucham jej bardzo dużo, sporo już słyszałem, mimo swojego „szczeniackiego wieku”, ale zacząłem swą podróż bardzo wcześnie. Będę bronił dzisiejszych zespołów i muzyków, którzy inspirują się twórczością swoich „bohaterów”, mistrzów,  często idąc tą samą ścieżką, co ich idole, nie znaczy to bowiem, że zmierzają do tego samego celu. Może skręcą gdzieś po drodze…

Oczywiście świat zna wiele przykładów kopiowania czy zapożyczeń, które nie wniosły nic nowego do historii muzyki, tylko stały się wręcz karykaturalne… znam takie przykłady z naszej warszawskiej sceny, ale oczywiście daruję sobie rzucanie konkretnymi nazwami, nie o to chodzi. Czy twórcę może inspirować to samo co jego idola? Może! Myślę, że to naturalne, i  że są ludzie co lubią tę samą barwę, podobne emocje są im bliskie, ale wyrażają je, w sobie właściwy sposób,  co daje efekt  wyjątkowy.

Odbiorcy podoba się najbardziej to, co już słyszał i tu mamy problem. Z jednej strony łatwo popełnić utwór, bardzo mocno inspirowany danym artystą, co będzie skwitowane słowami jak wyżej, albo rzucić wszystko na jedną kartę i szukać inspiracji w innym gatunku muzyki, nawet w innej dziedzinie sztuki, co może zaowocować czymś oryginalnym! i tu dochodzimy do problemu i przyszłych konsekwencji takich działań. Jak zespół już ma ugruntowaną pozycje i zacznie eksperymentować, podążać w trochę innym kierunku, to od razu pojawia się fala krytyki, a jak z kolei zespół jest z tych raczkujących i jakimś cudem popełni coś oryginalnego, to też spotka się z brakiem zrozumienia. Pytanie jest, gdzie kompromis, czy artysta musi być „niewolnikiem odbiorcy”? i jak inspirować się by nie kopiować ?

Bez Judas Priest nie było by Slayer’a i przykłady można mnożyć, ale podoba mi się jak duże zespoły pomimo swojego stażu i przyzwyczajeń słuchacza do danego stylu czy konwencji, potrafią pójść pod prąd i zrobić coś dla siebie albo nagrywać płyty, w których za każdym razem widać progres, nie mówiąc o kwestii technicznej, ale stricte aranżacyjnej czy emocjonalnej.

Ludzie dzielą się na dwa obozy, na tych którzy chodzą z przyzwyczajenia, wciąż do tej samej knajpy i zamawiają kotleta z kapustą i na takich, co lubią sobie czasami chapnąć innego zwierza…mówię tu o odbiorcach, ale też można to odnieść do twórców. Zespół czy solista, który słucha czy gra bez przerwy Death metal i nic poza tym, jakie ma narzędzia do tego, aby rozwijać ten gatunek, aby dodać coś więcej, coś z „zewnątrz”? Ktoś mądry kiedyś mi powiedział, że warto szukać inspiracji i eksplorować nowe „tereny sztuki”, zdobywać warsztat, który na to pozwoli ale nie chodzi tylko kwestię techniki ale również świadomości muzycznej –osłuchania, które nabywa się przez lata i doświadczenie.

Wracając do tematu inspiracja … to jedynie drogowskaz dla artysty, a nie nakaz jazdy prosto, jak to jest w przypadku kopiowania. Na sztukę trzeba się otworzyć, ona od nas tego wymaga.

A odbiorca też może trochę wyluzować i nie usztywniać się jak jego ulubiony artysta zrobi cos innego…

Ale odpowiedzmy sobie wreszcie na pytanie czy lubimy słuchać wciąż tego samego?

Ja uważam że nawet na polskiej scenie jest od cholery oryginalnych i doskonałych zespołów i to mnie bardzo cieszy.

A idąc już na skalę ogólno światową, to nadal czekam na dzieło na miarę “Raining Blood” Slayer’a czy trochę z innej bajki “Surfing with the alien” Joe Satrianiego … Oby tlko POLSKIE!

Sam bardzo lubię steki ale czasami idę na tatara.

 

Autor: Tomasz Radzikowski.